wtorek, 24 lutego 2015

CHICAGO #1


Ten wyjazd planowałem od dawna. Jednak nie jestem pełnoletni, nie zarabiam, a większość rzeczy jest niezależna ode mnie. W dużym stopniu to spowodowało, ze konkretna data podroży nie była mi znana. Jestem jednak bardzo wdzięczny i szczęśliwy, że mogłem tam  być. Jest to dla mnie na pewno początek "czegoś nowego", a także jedno z ciekawszych doświadczeń w moim życiu. Poznawanie innego kontynentu, innej kultury, ludzi z inną mentalnością to naprawdę coś wspaniałego.

Wielu z Was zadaje mi pytania typu "Co ja tam robiłem? Gdzie byłem? ? Jak tam jest? Jacy są tam ludzie? i tak dalej..." Podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami i odpowiem na wybrane pytania.

Spędziłem 23 dni będąc w okolicach Chicago jak i w samym Downtown. W tym Święta Bożego Narodzenia i Sylwestra. Wiadomo, że musiałem być wyjątkowo grzeczny, króluje tam liczba 21. Jest to wiek, w którym Amerykanin osiąga pełnoletność. Upoważnia go to do spożywania alkoholu, wstępu do klubów itd. Może i późno, jednak mając 16 lat odbiera już swoje prawko ;)

Mile spędzony czas zasługuję głównie mojej chrzestnej Ani i chrzestnemu Travisowi. Zapewnili mi mieszkanie w luksusowych warunkach i wiele ciekawych atrakcji. Jestem wdzięczny również mojej babci, która w bardzo dużym stopniu umożliwiła mi ten przyjazd. Mam tam liczną rodzinę i po prostu cieszę się, że miałem do kogo jechać.

Pierwszą rzeczą, która mnie zdziwiła, jest to, że praktycznie każdy jest do Ciebie pozytywnie nastawiony. Gdzie nie pójdziesz od razu usłyszysz "Hi! How are you?". Najśmieszniejsze jest to, że jeśli powiesz, że jest naprawdę źle, to spojrzą się na Ciebie jak na idiotę. Nikt nie oczekuje jakiejkolwiek negatywnej odpowiedzi na te pytanie. Może i ma to swoje zalety, chociaż mi to zajeżdża lekką fałszywością. Wyobrażacie sobie wchodząc do sklepu w Polsce usłyszeć od Pani ekspedientki, którą widzisz pierwszy raz na oczy pytanie typu "Co u Ciebie?" Troszeczkę komiczne.

Moim zdaniem większość Amerykanów nie należy do zbyt inteligentnych ludzi. Są troszeczkę głupkowaci, nie dbają zbytnio o siebie, ale mimo to potrafią się cieszyć tym, co mają i dążą do poprawy swojego dobrobytu. Fajną cechą jest to, że po prostu nie zazdroszczą. Jeżeli sąsiad kupił sobie nowy samochód, Amerykanin nie stwierdzi, że pewnie za kradzione pieniądze lub na kredyt. Pomyśli sobie, że ktoś musiał się nieźle postarać, żeby było go na to stać, zastanowi się i zrobi coś, by też mógł sobie pozwolić na taki wydatek. Można pochwalić ich moralność, przestępczość wśród "białych"  jest znikoma. Na ulicy bardzo rzadkim widokiem jest ktoś palący papierosa. Niby drobnostka, ale to też o czymś świadczy.

W niektórych miejscach można poczuć się jak w Meksyku, bardzo wielu emigrantów pochodzi właśnie z tego kraju. Dosyć często można spotkać kogoś z Polski. Sporo jest również Azjatów. Na ogół czarnoskórych nie ma zbyt wielu - chyba, że trafimy do jakiejś typowej dzielnicy. Może i zabrzmi to dosyć rasistowsko, ale dopóki tu nie przyleciałem, kompletnie mi nie przeszkadzali i ich tolerowałem. Jednak widząc to, jak się tam zachowują, moje zdanie się znacznie zmieniło. Zrozumiałem dlaczego Amerykanie tak za nimi nie przepadają. Nie mówię o wszystkich, bo Afroamerykanie z wyższych sfer to inna bajka, kompletnie inny poziom intelektualny. Nie chcę się rozpisywać na ten temat, bo to już moja osobista postawa.

To chyba wszystko, co miałem dzisiaj do powiedzenia. Zachęcam do obejrzenia kilku zdjęć i zadawania pytań w komentarzach.













czwartek, 23 października 2014

180°

Dawno mnie tu nie było. Jest to chyba spowodowane tym, że po prostu nie miałem potrzeby dzielenia się z nikim moimi spostrzeżeniami, przeżyciami i ciągle kształtującym się światopoglądem. Nie wiem czy powrót tej potrzeby to "coś" dobrego. Czasem w internecie zbyt bardzo się otwieram. Nie każdemu to pasuje i sprawia, że nie jestem anonimowy, przez co każda przypadkowa osoba może nabyć wiele informacji na mój temat. Jednak wiem, że większa cześć będących tu osób nie jest przypadkowa i czyta to wszystko z zainteresowaniem - dlatego wracam. 


Tytuł dzisiejszego postu to 180°. Nie bez powodu. Odnosi się do tego, że mój świat od września odwrócił się zupełnie do góry nogami. Jest to głównie spowodowane nową szkołą, nowym otoczeniem, nowymi ludźmi. W ogóle inaczej wyobrażałem sobie mój początek w liceum. Szczerze mówiąc to tragicznie. Myślałem, że ludzie odbiorą mnie dużo gorzej. Jednak wszystko jest okey, a przynajmniej nie dotyka mnie to bezpośrednio. Liczę się z różnymi komentarzami na mój temat, niekoniecznie miłymi, ale póki co ani jedna osoba nie miała odwagi mi powiedzieć czegokolwiek prosto w oczy. Dawno już uznałem, że nie warto się przejmować takimi ludźmi. Trochę mi ich szkoda. Zastanawiam się jak to jest nie mieć swojego życia, tylko "żyć" czyimś. Ale to już zupełnie inny temat. Wszystko ostatnimi czasami zmusza mnie do tego abym dorósł. Nie chcę dorastać, wiem jak bardzo ludzie się wtedy zmieniają. Bałem się tego od dłuższego czasu, aż w końcu mnie to dopadło. Nie twierdzę, że jestem dziecinny (no dobra... czasami jestem), ale nie wyobrażam sobie siebie ciągle poważnego. Dzieje się tak głównie przez napływ obowiązków, do których zaliczam także szkołę, ale też przez towarzystwo, ich rozumowanie, sposób rozmawiania i zachowanie. Zawsze jestem sobą, ale czasem trzeba się podporządkować... Często mówię za dużo i nieprzemyślenie. Dużo na tym tracę. Warto pracować nad sobą, ale ta praca również zbliża mnie do dorosłości. Chyba muszę w końcu temu ulec i wziąć się za siebie. Nie mam wyjścia, to trochę ciężkie, ale w życiu każdego człowieka w końcu przychodzi taki moment. Czy się chcę czy nie, po prostu sam się zjawia. Do tego pojawiła się pewna osoba, która do tych zmian dokłada kolejne 90°. Jest dla mnie bardzo ważna. Ma na mnie dobry wpływ. Dobrze działa na kształtowanie mojej osobowości, na moje samopoczucie, poczucie szczęścia itd. Dobrze, po prostu mieć kogoś dla kogo jest się wszystkim. Fajnie jest się czasem postarać, a najlepszą nagrodą jest uśmiech tej osoby. Brakowało mi tego. Myślałem, że dalej będę jeździł po kraju, korzystał z życia, poznawał ludzi, różne środowiska, a tu w najmniej oczekiwanym momencie pojawia się ktoś taki, kto wnosi do mojego życia bardzo wiele. 


To takie dwie główne zmiany, które znacząco na mnie wpłynęły. Muszę bardziej zacząć się do wszystkiego przykładać. Poważniej traktować swojego obowiązki, panować nad słowami, myśleć, a potem mówić. Mam nadzieję, że będzie coraz lepiej. Miłego wieczoru :).










czwartek, 27 marca 2014

List do Boga

Cześć. Kiedyś na języku polskim dostaliśmy za zadanie, napisanie listu do Boga. Możliwe, że pewna część czytelników nie wierzy, ale mam do niego duży sentyment i chciałbym się nim z Wami podzielić. Zapraszam do lektury :).


Panie Boże!

Na wstępie mojego listu chciałbym Ci powiedzieć, że nigdy nie prowadziłem z Tobą rozmowy w taki sposób i nie wiem, jak mi to wyjdzie.

Nazywam się Krystian, pochodzę z niewielkiej miejscowości, w której ludzie lubią się interesować życiem innych. Na pozór wyglądam na szczęśliwego chłopca, którego problemy mało obchodzą. Uważam, że tak się uodporniłem na to całe otaczające mnie zło, że umiem poradzić sobie praktycznie ze wszystkim. Ludzie potrafią być tak nieobliczalni i fałszywi, że ciężko mnie czymkolwiek zaskoczyć.

Mam artystyczną duszę. Potrafię we wszystkim dostrzec coś pięknego i wartego uwagi. Ogólnie ludzie myślą, że artyści żyją z dnia na dzień, są inni i kompletnie niczym się nie przejmują. Jednak taka osobowość ma w sobie bardzo znaczącą cechę,  którą jest wrażliwość. Jest to zarazem zaleta i wada. Twierdzę, że w moim przypadku to akurat wada dająca mi wiele powodów do smutku. Jestem osobą towarzyską i wśród ludzi czuję się bardzo dobrze, jednak gdy wracam do domu, gdy jestem już sam, gdy jest ze mną tylko cisza i moje wewnętrzne refleksje, nie jest mi dobrze. Nie miałem do tej pory łatwo. Mam dopiero 15 lat, a dosyć dużo przeszedłem. Nie jestem na Ciebie zły, wiem, że masz nad tym kontrolę. Chociaż kompletnie Ciebie nie rozumiem, wiem że chcesz dobrze. Wierzę, że to mnie dużo nauczy i że w kolejnych etapach mojego życia będę miał łatwiej. Nie ukrywam, ze mam dużo problemów, ciężko mi się dogadać z rodzicami, kocham kogoś,  a ten ktoś nawet o tym nie wie, czuję się niepotrzebny. Ale przez to wszystko, co było, jestem silny i jakoś sobie radzę.

Dziękuję Ci, że nade mną czuwasz i się mną opiekujesz. Myślę, że teraz wiesz o mnie trochę więcej. Proszę Cię tylko, żebyś dał mi siłę, bo wszystko, co robisz, na pewno jest słuszne.


                                                                                                                       Krystian                          






niedziela, 2 marca 2014

Przeznaczenie.

Według Słownika języka polskiego PWN:

       przeznaczenie

  •        1. «praktyczny cel, do którego coś jest przeznaczone, zakwalifikowane, któremu dana rzecz służy»
           2. «powołanie, posłannictwo»
           3. «nieunikniona przyszłość, nieuchronna konieczność nadejścia, stania się czegoś»


W naszym życiu tak wiele rzeczy przytrafia się przypadkowo. Nie wiadomo jak i skąd. Ciągle nas coś zaskakuje. Są to drobnostki jak i poważniejsze sprawy. Ale czy ktoś to zaplanował? Czy jest ktoś, kto jest w stanie przewidzieć przyszłość? Jest to ciężki temat, ponieważ każdy z nas myśli inaczej. Mówi się, że Bóg jest wszechwidzący. Może On to "wszystko" już zaplanował? Jednak tutaj pojawia się pewien problem. Wyróżniamy osoby wierzące, ateistów, agnostyków, itd. Każda z tych "grup" będzie myślała inaczej. Wierzący oczywiście są przekonani, że za tym wszystkim, co nasz czeka stoi Bóg. Myślę, że ateiści twierdzą, że ludzie sami sobie to wszystko robią i są kowalami swojego losu. Agnostycy są chyba troszeczkę zagubieni. Oni prawdopodobnie uważają, że wszystko robione jest przez nas, ale ktoś nad tym czuwa. Ja osobiście wierzę w Boga, ale uważam, że On daje nam wolną rękę. Myślę, że jest w stanie pomagać, czuwać nad kimś itp. Jednak to my sami decydujemy o wielu rzeczach. Nie mówię, że o wszystkich, bo często też na pewne rzeczy nie mamy wpływu. I tutaj przyszła mi do głowy bardzo ważna myśl - właśnie w tych sprawach, niezależnych od nas i innych ludzi zapisane jest przeznaczenie. Nie przewidzimy wypadku, choroby, spotkania kogoś itd.  Właśnie te wszystkie "przypadki" są przeznaczeniem. Życie nas ciągle zaskakuje - własnie to sprawia, że jest ciekawe. Powinniśmy łapać każdy dzień, najlepiej wykorzystywać to, co właśnie podsuwa nam los. Po co narzekać, że nic się nie dzieje, że fajnie byłoby poznać kogoś ciekawego, na to, że ktoś jest sam? Lepiej żeby nie działo się nic, niż gdyby miało dziać się coś złego.


Ludzie składając życzenia, życzą sobie często szczęścia w życiu, a właśnie te szczęście ukryte jest w przeznaczeniu. Nie ma co się nad sobą użalać. Z czasem na każdego przyjdzie pora. Jestem tego pewny. Dlatego ja również życzę Wam tego szczęścia i aby w waszym przeznaczeniu były zapisane jak najlepsze rzeczy. W komentarzach możecie pisać czym dla Was jest przeznaczenie, a również czekam na kolejny tematy. Pozdrawiam :).






( Bluza: H&M L.O.G.G., spodnie: ZARA BLACK TAG, buty: VANS classic PRO, kurtka: CALVIN KLEIN)

sobota, 21 grudnia 2013

Wehikuł czasu to byłby cud!

Zgodnie z tradycją temat wybieracie Wy! Ostatnio padło pytanie czy chciałbym cofnąć czas. Zapraszam do zapoznania się z dzisiejszym postem. Liczę na komentarze i czekam na kolejne pomysły na notkę :)

Chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że czas leci bardzo szybko. Ciągle coś się dzieje, codziennie mamy do czynienia z nowymi, zaskakującymi sytuacjami. Wiele decyzji podejmujemy zbyt pochopnie, w ułamku sekundy. Wręcz automatycznie udzielamy odpowiedzi na zadane nam pytania, natychmiast się wypowiadamy. Już po wszystkim, gdy jesteśmy sami, myślimy nad słusznością naszych słów, że jednak mogliśmy ująć coś inaczej, bo ktoś mógł źle odebrać nasze słowa. Taka nasza natura, myślimy dopiero po szkodzie. Nic w tym dziwnego. Jesteśmy tylko ludźmi. Wiemy jak to źle jest usłyszeć coś przykrego, więc powinniśmy mocniej się zastanawiać nad tym co mówimy. Czasem chcielibyśmy to zmienić i cofnąć czas. Dotyczy to również naszych czynów. One również wywodzą się z naszej natury.

Nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego co się wydarzy, kogo spotkamy danego dnia. Często nawet nie chcemy patrzeć na pewne osoby. Może dlatego, że wyrządziły nam krzywdę, nie mam pojęcia. Moglibyśmy również cofnąć czas żeby znaleźć się w odpowiedniej chwili i w odpowiednim czasie, żeby uniknąć danej osoby lub sytuacji. Ale po co? Nie lepiej wykazać się dorosłością? Po prostu zaakceptować to co przyniósł nam los i uszanować przeszłość? Nie możemy nikogo winić za to co się wydarzyło. uczymy się na swoich błędach, na czyichś raczej nie da rady... Po co cofać czas? Życie byłoby nudne gdybyśmy znali przyszłość. Gdybyśmy od razy byli napełnieni mądrością i doświadczeniem. To bez sensu. Życie jest po to, żeby  odkrywać jego uroki, wady i zalety. 


Na pewno chcielibyśmy czasem przeżyć coś jeszcze raz, często tęsknimy za czymś czego już nie ma. Jednak gdybyśmy przeżyli to jeszcze raz, zdecydowanie nie byłoby to  takie same. Za którymś razem w ogóle by się nam znudziło. Nie warto oglądać się w tył i żyć przeszłością. Bo "ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy". 

Te dwa spostrzeżenia idealnie opisują dwie piosenki.



Pierwsza:








Druga:










Jak do każdej notki dołączam swoje zdjęcia. Tak żebyście pamiętali kto do was pisze :).










sobota, 7 grudnia 2013

Dziewczyny, kobiety, brunetki, blondynki.


W poprzednim poście padła propozycja żebym wypowiedział się na temat kobiet. Bardzo mi miło, że podrzucacie mi własne pomysły. Chciałbym, abyście to właśnie Wy decydowali o tym co tutaj będzie.

Dziewczyny hmm... Szczerze mówiąc to jestem takim trochę kobieciarzem, ale w takim troszeczkę innym sensie. Dobrze się z nimi dogaduję, rozumiem je. Nie wiem czemu. Tak prostu jest. Nie umiem się na nie gniewać. Nawet jak któraś zachowa się nieodpowiednio wobec mnie, to za 5 minut nic już nie pamiętam. Nie wiem czy to dobra cecha... Czasem działa to na moją niekorzyść.

Na pewno nie zniosę dziewczyny chamskiej i z totalnym brakiem kultury. Nie lubię też jak kobieta o siebie nie dba. Po prostu aż coś się we mnie gotuje, gdy na ulicy widzę kobietę, która za przeproszeniem wygląda obrzydliwie. Nie chodzi tu o to, że ktoś może nie mieć pieniędzy. Doskonale wiem i znam dosyć sporo przykładów, które pokazują, że żeby dobrze wyglądać nie trzeba w siebie inwestować.

Lubię jak kobieta wygląda po prostu kobieco. Tak powinno być. Włosy, oczy, uśmiech - to wszystko co jest w Was od zawsze, to co jest naturalne, wywołuje na mnie największe wrażenie. Kolor włosów nie ma dla mnie znaczenia. Nie mam pojęcia dlaczego niektórzy faceci wolą brunetki, a inni blondynki. To głupie. Oczywiście gdy ktoś ma swój własny styl, gdy fajne się ubiera, sprawia na mnie pozytywne wrażenie. Nie musi być to niewiadomo co. Spokojnie. Skromność też doceniam. Nie ważne. Aby wszystko po prostu do siebie pasowało i wyglądało dobrze.

Jak każdy z was pierwszą rzeczą, którą zauważam jest wygląd. Oczywiście nie każda dziewczyna mi się podoba. Może być po prostu bardzo ładna. Z reguły wolę "starsze", ponieważ są po prostu bardziej dojrzałe i posiadają już wiele tych cech, które cenię. Nie znaczy to jednak, że nie zwracam uwagi na młodsze dziewczyny. Tutaj chodzi raczej o taką wewnętrzną dojrzałość, która może występować w każdym wieku. Ale jednak u młodszej dziewczyny ta osobowość ciągle się kształtuje. Żeby ktoś mi imponował, żebym pragnął tej osoby, musi mieć w sobie to coś. Nie wystarczy ładna buzia, wysportowane ciało, kobiece atuty. Kobieta musi mieć piękne wnętrze. Cenię wrażliwość, inteligencję, wyrozumiałość. Lubię jak ktoś ma pasję, ma czym zaimponować. Po prostu musi to wszystko trafiać w moje gusta. Albo coś mi się podoba, albo nie. Dziewczyna, która miałaby być ciągle obok mnie, musiałaby być dla mnie zarówno: przyjacielem, kochanką i kumpelą. Chciałbym olać wszystko co mnie otacza. Ten cały fałszywy syf i znaleźć po prostu taką bratnią duszę. Spędzać z nią jak najwięcej czasu, żebym zawsze mógł na niej polegać, żeby zawsze chciała mi pomóc, żeby mnie rozumiała. Nic więcej bym do szczęścia nie potrzebował.




piątek, 6 grudnia 2013

Wielki powrót!

Po dłuższym czasie postanowiłem wrócic do pisania bloga. Niebawem będzie on pod adresem: www.krystian-jarosik.pl. Zrobiłem tutaj troszeczkę porządku. Możecie pisać w komentarzach czy wam się podoba, co by należało zmienić itd. Może chcielibyście żebym wypowiedział się na jakiś konkretny temat? Czekam na propozycje! Mam nadzieję, że blog i moje pomysły będą się rozwijały. To chyba tyle. Obserwujcie, udostępniajcie. Do zobaczenia :).


Tak, lubię chodzić z ciepłą herbatką w kubku po mieście :D



poniedziałek, 25 marca 2013

Fałszywość.


Zaledwie 5 dni temu skończyłem 15 lat. Nie jest to dużo, ale też nie mało. Na swoim przykładzie przekonałem się już jak dużo panuję kłamstwa i fałszywości pośród ludzi. Z czego to się wywodzi? Zazdrości? Chęci zaimponowania czy rozśmieszenia towarzystwa? Może po prostu głupoty? Nie mam pojęcia. Na pewno żaden uczciwy i godny zaufania człowiek nie wbije komuś noża w plecy. Brzydzę się kłamstwem. Nie jestem święty, oczywiście mi też się zdarza kłamać. Tak na prawdę każdy kłamie. Ale odróżniamy drobne kłamstewka i kłamstwa, które mogą komuś na prawdę poważnie zaszkodzić. Mi zdarzają się te malutkie, nie mające na nic wpływu kłamstewka. Nie chcę znać nikogo fałszywego. Przyjaźń lub koleżeństwo z kimś takim to "samobójstwo". Nie chcę mieć z kimś takim nic wspólnego. Pewnie jak większość społeczeństwa. Pozdrawiam :)







czwartek, 14 lutego 2013

Czternasty lutego.

Hmm. Dla niektórych dzień jak każdy inny. Dla innych najlepsze 24 godziny w roku. Dzień Zakochanych, a może Dzień Chorego na Padaczkę? Dla mnie dzień jak każdy inny. Nic wyjątkowego. Mam nadzieję, że w następnym roku będzie lepiej. Póki co musi się wszystko wyprostować. Niby nic, a łatwo nie jest. Życzę wam żebyście ten dzień spędzili jak najlepiej.
Na zdjęciach przedstawiam outfit raczej na wiosnę/jesień. Pozdrawiam :)









sobota, 9 lutego 2013

"Witam cię w sali samobójców."

"Szczerze to ja nie rozumiem samobójców, bo żeby żyć trzeba mieć odwagę, a samobójcy to tchórze. Tchórze i narcystyczni egoiści, którzy myślą, że wszystko kręci się wokół nich. Jak można odebrać sobie najcenniejszy dar jaki się ma? Jak można zrobić sobie to i zrobić to najbliższym ludziom? Ja po prostu tego nie rozumiem. Ja nie chcę tego rozumieć." 

Zapewne po cytacie można się domyślić o czym będzie dzisiejsza notka. Niektórzy się nie zgodzą bo twierdzą, że aby się zabić trzeba mieć tak dużo odwagi i ja na pewno bym tego nie zrobił. Mają rację. Nie zrobiłbym tego, ponieważ to głupota! Co jest w tym odważnego? Ten niesamowity stres bo wiesz, że zaraz wszystko się skończy? Że po prostu odejdziesz? Tylko tyle w tym odwagi. Po prostu poddanie się. Ten jeden krok lub ruch, tyle w tym odwagi. Wiem, że strasznie trzeba cierpieć by do tego doszło. Nikomu tego nie życzę. Ale życie takie jest. Trzeba walczyć z problemami. Każdy je ma i to w sumie normalne. Wychodzę z założenia, że nikt na tej planecie nie jest w pełni szczęśliwi. Wszyscy cierpimy. Wszyscy z różnych powodów.
"Krwawię cicho żyjąc, żyję cicho krwawiąc."

Życie to misja, którą musimy wykonać. Misja, którą dostał każdy z nas. Ale jak widać nie zawsze się wszystko kończy powodzeniem. Staram się zrozumieć jak można to zrobić swoim najbliższym? Widocznie nie wszyscy mają wystarczająco siły by po prostu walczyć o szczęście."Nie chcieliśmy takiego zakończenia, chcieliśmy żyć. Ten świat nie ma miłości, ten świat umiera. Ten świat na nas nie zasłużył, dlatego musimy odjeść. Nasza historia już została opowiedziana, my odchodzimy, a wy zostaniecie. Zabijacie się powoli, sami o tym nie wiedząc. To wy jesteście salą samobójców..."

Cierpienie niszczy, ale po raz kolejny powtarzam: PROBLEMY SĄ PO TO, ŻEBY JE ROZWIĄZYWAĆ. Na bank nas niszczą. Daje się to odczuć. Nie boję się śmierci ale życie jest tylko jedno. Musimy je wykorzystać najlepiej jak się da. Założenie rodziny, znalezienie miłości swojego życia, zapewnienie lepszych warunków naszym dzieciom. Czy to nie wystarczające cele? Przecież jest również tyle przyjemności. Są minusy ale także są plusy. Można powiedzieć że ta "misja" jest jak prąd elektryczny: musi być plus i musi być minus bo jak nie będzie minusa to nie zadziała.

"Życie jest po to, żeby dawać z siebie jak najwięcej innym ludziom"

Mój cover, zapraszam: